23 sierpnia 2013

Dlaczego jadę środkiem pasa (i dlaczego mam do tego pełne prawo)


Do napisania tej notki zainspirował mnie kierowca, z którym kilka dni temu odbyłem niezbyt przyjemną rozmowę na temat kultury jazdy. Nie chcę wdawać się w szczegóły, w każdym razie pan wielce oburzył się faktem, że jechałem środkiem pasa, kiedy z naprzeciwka jechał sznur samochodów, po czym usiłował podzielić się ze mną kilkoma idiotycznymi poradami na temat ruchu drogowego.


Drogi Kierowco! Wątpię, czy przeczytasz tę notkę, jednak profilaktycznie zamieszczam kilka informacji na temat mojego zachowania na drodze.

Dlaczego zdarza się nam jeździć
na rowerze środkiem pasa?

Zacznijmy od pięciu liczb:


1. Typowy pas jezdni na ulicy w Polsce ma szerokość 350 cm (źródło: rozporządzenie Ministra Transportu i Gospodarki Morskej)
2. Załóżmy na chwilę, że poruszasz się niewielkim autem; powiedzmy, że będzie to dość popularne Renault Clio - szerokość Twojego samochodu wynosi w tej sytuacji 2025 mm wraz z lusterkami (źródło)
3. Mój rower ma szerokość, licząc dość skromnie, 60 cm
4. Fizycznie niemożliwa jest jazda po krawędzi jezdni, dlatego policzmy ostrożnie, że potrzebuję dla siebie 50 cm szerokości jezdni, aby jechać względnie bezpiecznie

I wreszcie 5. Zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem (źródło) Twoim obowiązkiem jest wyprzedzać mnie z zachowaniem odległości minimum 100 cm, jednocześnie nie wolno Tobie wyprzedzać w taki sposób aby utrudniać komukolwiek innemu na drodze poruszanie się.

Przyszedł czas na szybką kalkulację:


I. 202,5+60+100+50 = 412,5 [cm]

II. 412,5 > 350


Wnioski praktyczne


Z pozdrowieniami dla ulicznych artystów :)

Co to oznacza w praktyce? Ano to, że fizycznie niemożliwe jest, abyś bez wjeżdżania na przeciwległy pas ruchu był w stanie wyprzedzić mnie w sposób bezpieczny i przepisowy. A to oznacza, że w trosce o własne bezpieczeństwo mam pełne prawo uniemożliwić Tobie wyprzedzenie mnie, kiedy istnieje ryzyko, że będziesz próbował wyprzedzać mnie "na trzeciego" przy jednoczesnym ruchu pojazdów z naprzeciwka.


Drogi Kierowco! Uspokajam i uprzejmie informuję: nie jestem drogowym terrorystą. Jeżeli tylko zaczekasz na moment, w którym bezpieczne wyprzedzenie mnie będzie możliwe, natychmiast zjadę bliżej krawędzi jezdni i umożliwię Tobie wykonanie manewru. Mało tego! Jeżeli utworzy się za mną sznurek aut grożący powstaniem korka, jestem gotowy (i nieraz to zrobiłem) zjechać na pobocze, aby przepuścić co najmniej kilka samochodów. Nie licz jednak na to, że będę narażał swoje zdrowie i życie tylko dlatego, że Tobie wydaje się, że masz większe prawo do korzystania z drogi.



Z pozdrowieniami,

Znienawidzony przez Ciebie rowerzysta

51 komentarzy :

  1. Wiele razy zdarzyło mi się zostać wyprzedzonym z odległością ok 10cm pomiędzy lusterkiem auta, a moja kierownica. Bywało tak gdy jechałem na mtb z sakwami, szosowka na trasie czy składakiem po mieście. Najgorzej wspominam autobus który wyprzedził mnie z odległością góra 20cm a potem przychamował i zjechał kołem do linii pobocza spychając mnie z drogi. Pobocze bylo trawa pełną gałęzi i kamieni o gładkości nawierzchni porównywalnej do pola tuż po orce... Co ciekawe nie miałem takich sytuacji z kierowcami ciężarówek. Osobówki wypchające się tuż pod koła i wyprzedzające na *lusterka* to niestety przykra praktyka w naszym kraju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobne doświadczenia. Kierowcy ciężarówek może i blokują czasami ruch samochodów (nie przeczę), ale mam wrażenie, że przy wyprzedzaniu są stosunkowo rozsądni.

      Jeżeli chodzi o wyprzedzanie w małej odległości, moja teoria jest taka: jeżeli jedziesz względnie blisko krawędzi jezdni i zostawisz kierowcy szansę 50/50, że się zmieści (czytaj: zmieści się tylko wtedy, jeżeli wyprzedzi Cię bez zachowania przepisowego metra), to niemal na pewno będzie próbował wyprzedzić.

      Z kolei jeżeli dasz kierowcy absolutne zero szans na wyprzedzenie, bo jedziesz środkiem pasa, będziesz miał spokój. Tak właśnie robię od dawna i choć kilku frustratów było z tego powodu niezadowolonych, ta metoda po prostu działa.


      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Zgadzam się po części. Ale z drugiej strony, co zrobić, kiedy rowerzysta przeliczył swoje siły i na delikatnym wzniesieniu (dobra widoczność, brak podwójnej ciągłej itp) jest już zmęczony i jedzie wolno, w dodatku środkiem pasa? Czy to nie jest blokowanie ruchu?
    Art. 90 kodeksu wykroczeń: Kto tamuje lub utrudnia ruch na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, podlega karze grzywny albo karze nagany.
    Ponad to Art 16.4 kodeksu ruchu drogowego: Kierujący pojazdem jest obowiązany jechać możliwie blisko prawej krawędzi jezdni.

    Czemu rowerzyści tak bardzo lubią usprawiedliwiać swoje łamanie prawa argumentem "kierowcy tyż łamio"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedź na Twoją uwagę (bardzo słuszną!) zawarłem w notce.

      Wszystko rozbija się o zdrowy rozsądek. Tak jak napisałem, jeżeli zachowanie rowerzysty może spowodować powstanie zatoru (mam tu na myśli zator, a nie to, że jeden frustrat dojedzie do domu o minutę później), logika nakazuje umożliwienie przejazdu.

      Wiele zależy też tak naprawdę od samego kierowcy (mówię to bez złośliwości, raczej jako uprzejmą radę korzystną dla obu stron): wystarczy podjechać na rozsądną odległość za rowerzystą i delikatnie zatrąbić - w większości przypadków rowerzysta zrobi miejsce, jeżeli tylko będzie w stanie. Wystarczy, aby obie strony podeszły do sprawy rozsądnie (choć jednocześnie mam świadomość, że obie strony potrzebują edukacji w tej kwestii).

      Co do art. 16.4: "możliwie blisko" znaczy "najbliżej jak się da bez stwarzania zagrożenia". Jeżeli jazda bliżej krawędzi ma umożliwić komuś niebezpieczne wyprzedzanie, wówczas ten przepis nie ma zastosowania w przytoczonej przez Ciebie sytuacji, bo kierowcy i tak nie wolno w tym miejscu wyprzedzać.


      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Z tym trąbieniem to pojechałeś. Nic bardziej nie wkurza niż jakiś pajac za tobą, któremu się zachce zatrąbić!

      Usuń
    3. Jest ogromna różnica pomiędzy trąbieniem pod tytułem "zjeżdżaj!" a trąbieniem z rodzaju "uwaga, jadę, będę wyprzedzał".

      W Czechach czy Niemczech kierowcy nieraz ostrzegali mnie w ten sposób i nigdy nie było to natarczywe, nigdy w parze z tym sygnałem nie szło też wyprzedzanie na siłę - ot, był to dodatkowy, przyjazny sygnał, dzięki któremu rowerzysta także był spokojniejszy, wiedząc co zaraz nastąpi.

      Opinie na ten temat na pewno będą różne, ale moim zdaniem to żaden problem.


      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Ach, jeszcze co do "Nie licz jednak na to, że będę narażał swoje zdrowie i życie tylko dlatego, że Tobie wydaje się, że masz większe prawo do korzystania z drogi."
    Wykup OC, zarejestruj pojazd, zrób mu przegląd (założę się, że nie przejdzie, bo nie masz wszystkich elementów obowiązkowych wymienionych w ustawie), jeździj w kasku i przede wszystkim znaj ustawę prawo o ruchu drogowym. Wtedy będziesz miał takie samo prawo do korzystania z drogi, bo wraz z prawami idą w parze też obowiązki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy to nie Ty pisałeś chwilę wcześniej, że zasłanianie swoich zachowań zachowaniami drugiej strony jest trochę słabe? ;)

      Ale jeżeli już uderzyłeś w ten ton: OC ma zastosowanie tylko dlatego, że kierowcy rozbijają się znacznie częściej i powodują znacznie większe straty. Tak po prostu jest i możesz to z łatwością zweryfikować. Tak więc nie miej o to żalu do rowerzystów, że wybierając taki a nie inny pojazd, sam sobie generujesz koszty.

      W kwestii wyposażenia pojazdu pełna zgoda: mój rower jest wyposażony przepisowo, choć mam świadomość, że wielu rowerzystów ma braki do nadrobienia. Co do kasku, przypominam, że NIE jest on obowiązkowym wyposażeniem.

      Co do prawa: cóż z tego, że kierowcy teoretycznie je znają, kiedy nagminne jest jego przekraczanie (sam się zastanów: ilu kierowców faktycznie przestrzega ograniczeń prędkości? Ilu zatrzymuje się na zielonej strzałce? itd. )? Obie strony mają bardzo wiele do nadrobienia, a tak jak sam wspomniałeś, zasłanianie swoich występków występkami innych jest po prostu słabe.


      Pozdrawiam :-)

      Usuń
    2. Skąd na tym blogu biorą się tacy przeciwnicy Rowerzystów....
      Sama nazwa wskazuje: ''Kocham Rowery''.
      Jak ktoś ich nie lubi, to po co tu wchodzi?
      Żeby wkurzyć innych?

      Usuń
    3. Jeżeli ktoś ma argumenty przeciwko rowerom, nie mamy nic przeciwko - nie boimy się dyskusji i chętnie wymienimy się poglądami :)

      Usuń
    4. Ja mam wykupione OC zarówno na rower jak i samochód. Co roku wydaję na przegląd roweru 2x tyle co na obowiązkowy przegląd. Mój rower ma przepisowe wyposażenie, a co więcej jeżdżę w NIEOBOWIĄZKOWYM kasku. Do tego mam prawo jazdy od 1998 i jestem "aktywnym" kierowcą.
      Czy mogę według ciebie wypowiadać się na temat współżycia rowerzystów i kierowców?
      Jeżeli mogę to wiedz, że stosuję opisaną zasadę codziennie jeżdżąc zarówno rowerem jak i samochodem. Wiem dlaczego rowerzysta leci środkiem pasa i nie siedzę mu wtedy na tylnym kole.

      Usuń
  4. Ostatnio miałem taką sytuację,pani wyprzedzała mnie na wzniesieniu ,na zakręcie ,pod prąd :) dodam że jechałem dość szybko a droga jest raczej mało uczęszczana w weekendy . Drugi śmiały manewr przeprowadził kierowca wyprzedzając mnie na zakręcie w prawo , nie przeszkadzało mu to że jedzie na czołowe . Jak sytuacja pozwala jade maksymalnie z prawej i macham ręką żeby mnie samochód wyprzedził jeśli jest blisko mnie . Staram sie trzymac ok 30 na godzinę żeby nie tamować .
    Drodzy kierowcy PROSZĘ włączajcie migacze wcześniej. To może dużo ułatwić i uratować komuś życie . Tak jak wyprzedzanie i nagłe chamowanie przed nosem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczcie się w końcu pisać - hamowanie!!!

      Usuń
    2. W tym konkretnym przypadku jestem skłonny przychylić się bardziej do formy chamowanie. ;)

      Usuń
  5. Zajmowanie pasa jest oczywiscie pozadane na odcinkach "wysokiego ryzyka" gdzie wyprzedzanie jest ewidentnie niebezpieczne. Natomiast nie jestem pewien czy ciagla jazda srodkiem jest najlepsza opcja, szczegolnie na szybszych drogach poza miastem.
    Rozumiem argumenty za ale jazda na rowerze to jak cale zycie - kompromis i to jak kierowcy postrzegaja rowerzystow (PR) jest bardzo wazne w szerszej i dluzszej perspektywie. Historia zna przypadki kierowcow ktorym puscily nerwy...
    Problem ten jest podobny do kwestii jezdzenia obok siebie zamiast w jednej lini. Nie pamietam polskich przepisow ale w UK jest to legalne pod pewnymi warunkami. Problem polega na tym ze wielu rowerzystow egzekwuje swoje prawa "bo moga" ignorujac wizerunek samolubnych i aroganckich tzw. "lycra louts" (palantow w lykrze - w b. wolnym tlumaczeniu) ktory tworza w oczach kierowcow.

    Kompromis, kompromis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pełna zgoda. Nie jest sztuką blokować ruch dla samego blokowania, to żadne rozwiązanie, a i dla rowerzysty to tak naprawdę żadna korzyść.

      Wszystko rozbija się o korzystanie ze zdrowego rozsądku: blokuję wyprzedzanie tam, gdzie naprawdę istnieje ryzyko niebezpiecznego manewru, ale tam, gdzie można wyprzedzić bezpiecznie, staram się maksymalnie zejść z drogi kierowcom. Kierowcy także zauważają wtedy, że rowerzyście wcale nie chodzi o blokowanie ruchu, i podchodzą do niego znacznie przyjaźniej.


      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  6. Ja na dłuższych trasach poza miastem oprócz włączonego migającego światełka, zakładam jeszcze żarówiasty pokrowiec na plecak. Odkąd go zakładam - większość kierowców omija mnie wolniej i na większy dystans.

    OdpowiedzUsuń
  7. unikam ruchliwych drog...panicznie boję się rozpędzonych ciężarowek i tego podmuchu gorącego powietrza tuż obok...:( Maja

    OdpowiedzUsuń
  8. Dwie sytuacje z ostatniego miesiąca.
    1. Toruń, przejeżdżam pod wiaduktem kolejowym. Z lewej, po łuku wjeżdżają autobusy. Duże raczej i mają z górki... Uważałem za sensowne trzymanie się prawej strony. Wystarczyło,żeby do wyprzedzania mnie tam sprowokowany poczuł się kierowca Transita. Czort z nim dałbym radę, ale jak mnie wyprzedził, to już musiał brać zakręt w prawo. Tylko że, bagatelka ciągnął za sobą lawetę szerszą znacznie od pojazdu. Cud, że jestem nadal w jednym kawałku.
    2. Okolice Czarnego Dunajca. Droga bez asfaltowego pobocza. Zauważam, że zaczyna mnie wyprzedzać ciężarówa, ale widzę też, że z naprzeciwka nadjeżdża podobna. Jadę już po białym pasku, wyprzedzający mnie gwałtownie ścina w prawo i wtedy dostrzegam, że jeszcze ma przyczepę. Ratunek znalazłem w rowie.
    Jeżeli kogoś można nazwać terrorystą na drodze, to na pewno nie rowerzystę. A wkrótce jak ktoś zechce być w Polsce kolarzem, to pozostanie mu do trenowania BGŻ Arena w Pruszkowie... Coś tu musi do niektórych kierowców dotrzeć! Może musi dojść do tego, żeby któryś zabił swojego syna? Może wtedy wytłumaczy co trzeba swoim "kumplom" zza kierownicy? I żeby była jasność - na rowerze jeżdżę 5 lat więcej niż jestem kierowcą, a kierowcą jestem ponad 40lat.

    OdpowiedzUsuń
  9. O rany, co za wierutne bzdury. Proszę mi pokazać, który artykuł z KRD mówi o tym, że rowerzysta ma prawo utrudniać wyprzedzanie innym pojazdom? Polecam zapoznać się z art. 26.4. KRD:

    "Kierującemu pojazdem wyprzedzanym zabrania się w czasie wyprzedzania i bezpośrednio po nim zwiększania prędkości. Kierujący pojazdem wolnobieżnym, ciągnikiem rolniczym lub pojazdem bez silnika jest obowiązany zjechać jak najbardziej na prawo i - w razie potrzeby - zatrzymać się w celu ułatwienia wyprzedzania."

    Pisanie takich głupot jak powyżej jest skrajnie nieodpowiedzialne i może doprowadzić do niejednej tragedii, bo, nie daj Boże, ktoś w to uwierzy.

    Jestem i kierowcą i rowerzystą i z tego co obserwuję, to i jedni i drudzy mają swoje za uszami. Wystarczy więcej wzajemnego szacunku, empatii a także rozsądku i myślenia, także za innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Art. 26.4 mówi o sytuacji, kiedy kierujący pojazdem jadącym za rowerzystą oczekuje na wyprzedzanie. I w takiej sytuacji masz pełną rację: rowerzysta winien ułatwić przejazd, co zresztą zaznaczyłem w notce.

      Przepis ten NIE dotyczy natomiast sytuacji, kiedy szaleniec za kółkiem wyobraża sobie, że może z pełną prędkością bez wcześniejszego ostrzeżenia próbować wyprzedzać "na trzeciego" i "na gazetę".

      Usuń
    2. Swoją drogą, przepis ten zmienił brzmienie i od dłuższego czasu nakazu zatrzymania się w celu ułatwienia manewru już w PoRD nie ma.

      Co nie zmienia faktu, że nikt nie ma obowiązku umożliwiać komukolwiek wykonania niedozwolonego manewru (a o tym, dlaczego byłby on niedozwolony, szczególnie przy pełnej prędkości, napisałem już wcześniej).

      Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Właśnie miałem pisać, że ten przepis to zmienił się w 2011 w ramach "rowerowej" nowelizacji PoRD. Co więcej ta sama nowela wprost nadała rowerzystom uprawnienia do jazdy środkiem pasa przez np. skrzyżowanie.

      Usuń
    4. Jeżeli wystarczy więcej wzajemnego szacunku, empatii, rozsądku i myślenia to zacznijmy od art 24,1
      Art. 24.
      1. Kierujący pojazdem jest obowiązany przed wyprzedzaniem upewnić się w szczególności, czy:
      1) ma odpowiednią widoczność i dostateczne miejsce do wyprzedzania bez utrudnienia komukolwiek ruchu;
      2) kierujący, jadący za nim, nie rozpoczął wyprzedzania;
      3) kierujący, jadący przed nim na tym samym pasie ruchu, nie zasygnalizował zamiaru wyprzedzania innego pojazdu, zmiany kierunku jazdy lub zmiany pasa ruchu.
      2. Kierujący pojazdem jest obowiązany przy wyprzedzaniu zachować szczególną ostrożność, a zwłaszcza bezpieczny odstęp od wyprzedzanego pojazdu lub uczestnika ruchu. W razie wyprzedzania roweru, wózka rowerowego, motoro-weru, motocykla lub kolumny pieszych odstęp ten nie może być mniejszy niż 1 m.

      i będzie dużo mniej konfliktowych sytuacji. Z drugiej strony to ciekawe, że kierowców nie porywa tak przy wyprzedzaniu ciągników, walców i innych pojazdów wolnobieżnych niejednokrotnie jadących wolniej niż rower.

      Usuń
    5. To jest akurat bardzo proste: najłatwiej jest naruszać prawo kosztem kogoś, kto nie może nam w bezpośredni sposób zagrozić. Stalowa karoseria oraz poczucie izolacji od otoczenia w zadziwiający sposób zmienia psychikę kierowcy - i nie są to słowa moje, tylko opinie fachowców w zakresie psychologii.

      W dodatku przez lata w Polsce pozwalano kierowcom na całkowite "rozjechanie" rzeczywistości (bezkarne parkowanie gdzie popadnie, przekraczanie prędkości, całkowita tolerancja dla blokowania zjazdu ze skrzyżowania itd.), więc dziś bardzo wielu kierowców powrót do przestrzegania norm podstawowych norm postrzega jako zamach na rzekomo należne im wolności i prawa. To widać na każdym kroku, ale na szczęście powoli dociera nawet do kierowców, że sami na tym świecie nie są, a posiadanie samochodu nie nadaje żadnych przywilejów.

      Usuń
  10. Z tymi 100cm to przesadzili. Wystarczyło by 50cm. Zresztą i tak kierowcy nie mają miarki i nie sprawdzają. Najlepiej żeby rower miał jakieś wystające elementy, rysujące blachę przy za bliskim wyprzedzaniu ;)

    Zarcik taki...

    OdpowiedzUsuń
  11. Bzdury wypisujesz. Jako uczestnik ruchu drogowego masz obowiązek jechać jak najbliżej lewej krawędzi. I tyle. Ja wiem, że jest masa baranów, którzy wyprzedzają na gazetę, ale jadąc środkiem drogi narażasz się na wyprzedzanie na zapałkę. Ponadto blokujesz cały ruch i tworzysz korki, czym wywołujesz złość i frustrację. Ty masz obowiązek jechać przy krawężniku, a kierowca - wyprzedzać z odpowiednim zapasem. Skoro Ty masz swój obowiązek w dupie i walisz środkiem, to się nie dziw, że kierowcy też mają w dupie i smyrają Cię lusterkiem. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze cenimy na tym blogu przyjazny ton dyskusji - dziękuję, że trzymasz się tej zasady i trzymasz poziom, oby tak dalej :)

      Niestety muszę Cię zasmucić: właśnie jadąc przy krawężniku kusisz kierowców, by wyprzedzali "na żyletkę". Jadąc środkiem pasa, całkowicie uniemożliwiasz wyprzedzanie w sytuacji, kiedy przeciwny pas jest zajęty - za to jeżeli zostawisz możliwość nielegalnego, ale jednak fizycznie możliwego wyprzedzania, połowa kierowców się na to skusi, mając w poważaniu bezpieczeństwo, wszak ich czas jest ważniejszy niż jakiś tam rowerzysta. Niestety zamknięcie wewnątrz karoserii bardzo wielu kierowcom odbiera rozum i resztki empatii (to nie moje słowa, potwierdzają to liczne badania), co widać na każdym kroku. Przeciwną tezę może wygłaszać tylko osoba, która nie jeździ na rowerze w ruchu ulicznym...

      A jeżeli mówimy o prawach i obowiązkach: bawi i jednocześnie dziwi mnie fakt, że skupiasz się na tym, gdzie jest rowerzysta, a nie na tym, że fakt, że jedzie bliżej środka pasa, W OGÓLE NIE POWINIEN MIEĆ ZNACZENIA dla kierowcy jadącego za rowerzystą w sytuacji, któremu I TAK NIE WOLNO WYPRZEDZAĆ. Już sam fakt, że kierowca w tego typu sytuacji narzeka na rowerzystę, że ten rzekomo zwalnia ruch, świadczy o tym, że zamierzał z premedytacją złamać przepisy.

      W języku konkretnych paragrafów odsyłam do Art. 16 ust. 4, który mówi tylko tyle: "Kierujący pojazdem jest obowiązany jechać możliwie blisko prawej krawędzi jezdni". W domyśle oznacza to, że ma obowiązek jechać tak blisko, jak jest to możliwe bez stwarzania niepotrzebnego zagrożenia. A skoro jadąc bliżej krawędzi takie zagrożenie by stwarzał, rozwiązanie zagadki nasuwa się samo. Ten pogląd potwierdza zresztą niejeden wyrok sądu - znam z pierwszej ręki co najmniej kilka spraw zakończonych jednoznacznym orzeczeniem, że dbałość o bezpieczeństwo jest ważniejsza od dbałości o jazdę jak najbliżej krawędzi jezdni, a rowerzysta nie ma choćby cienia obowiązku umożliwiać komukolwiek niedozwolonego manewru.



      Pozdrawiam!

      Wojtek
      KochamRowery.pl

      Usuń
  12. Przepraszam Cie bardzo ale co Cie obchodzi, ze kierowca wyprzedza na trzeciego? Czy masz jakas misje edukacyjna do spelnienia na drodze? Starajac sie mu to utrudnic mozesz doprowadzic do niebezpiecznej sytuacji. Po co? Rowerzysta przede wszystkim nie powinien przeszkadzac na drodze i nie utrudniac ruchu drogowego. Ktos kto jedzie 30km/h srodkiem jezdni i dorabia do tego filozofie pt. "bo teraz jest niebezpiecznie wyprzedzac to ja im nie pozwole" bo prostu denerwuje kierowcow i wcale im sie nie dziwie, ze trabia albo wyprzedzaja tryzmajac sie za blisko....Poza tym zauwazylam, ze rowerzysci tez sa czasami agresywni na drodze, szczegolnie ci, ktorzy jada sobie w dwojkach i blokuja droge. Mimo, ze taka jazda nie jest dozwolona - zaczynaja sie odgrazac jak sie na nich zatrabi - wielokrotnie to widzialam. W Czechach tez nie jest tak super - tutaj w miastach rowerzysci jada po chodniku i przejezdzaja na rowerze na pasach, zamiast zsiasc i przeprowadzic rower. Jedynym rozwiazaniem sa sciezki rowerowe tylko dla rowerzystow a drogi dla samochodow.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dlaczego odwracasz kota ogonem? To kierowca łamie przepisy, próbując wyprzedzać na trzeciego (co samo w sobie jest niedozwolone), w dodatku w odległości od rowerzysty mniejszej niż dozwolona (co również jest niedozwolone). Rowerzysta nie ma obowiązku narażać swojego bezpieczeństwa tylko dlatego, że Jaśnie Państwu Kierowcom się tak bardzo śpieszy, że mają w poważaniu bezpieczeństwa innych.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem zarazem driverem i bikerem - i zarazem oburza mnie zachowanie niektorych kierowcow, jak i rowerzystow. Niestety bedac na rowerze czesciej mam nieprzyjemne zdarzenia z innymi rowerzystami. Normom jest, ze rowerzysci na pelnym "gazie" wpadaja na przejscie dla pieszych sami wpychajac sie pod rozpedzone samochody, wynikla teraz sprawa z Dowborem - osobiscie jako rowerzysta uwazam, ze nieprawidlowo jechal (jeszcze powielane jest, ze krzyczal, ze on moze jechac srodkiem pasu co jest wierutnym klamstwem - w KD jest napisane, ze rowerzysta moze jechac srodkiem przez skrzyzowanie, a nie srodkiem caly czas), a jeszcze podjechal do kierowcy i mu naublizal. Mialem podobny przypadek - jadac z domu na stacje benzynowa w zeszlym roku dosc szeroka ulica (niedziela rano pusta 2 kierunkowa droga w centrum) zauwazylem rowerzyste, ktory jechal srodkiem - a raczej jechal od lewej do prawej). Zasygnalizowalem mu przed wyprzedzaniem klaksonem, ze planuje wyprzedzic jego szanowny tylek (i nie rozjechac go bo nie wiedzialem, czy zaraz mi nie odbije calkowicie w lewo, badz prawo). Znamienne jest, ze stacja byla 200 m dalej.. I co sie stalo ? Ten idiota przyjechal do mnie krzyczac, ze on ma prawo jechac srodkiem po drodze i ze on zawola policje bla bla bla. Wysmialem go mowiac, ze chyba nie zna kodeksu. Strasznie sie oburzyl. Smieszne bylo to, ze on byl w lansiarskim ubiorku z bandana na glowie i okularkach z rowerem na oko za 10k + (solarka + silka gratis). Rowerzysci tratujacy pieszych - tez norma (nie mowie o sciezkach). Mozna wrzucac na kierowcow, ale rowerzysci calkowicie nie sa czysci - ostatnio nawet zaczalem nazywac rowerzystow rowerorrystami po tym co sie dzieje na drogach. Ah jako tako mieszkam w jednym z najwiekszych miast z jedna z najlepszych tras rowerowych w Polsce - mamy olbrzymia ilosc rowerorrystow, Samochody przez centrum prawie nie jezdza - poniewaz calkowicie jest rozkopane (takie jedno wielkie centrum budowy).

    Pozdrawiam Bikierow i Driverow - szanujmy sie i myslmy..

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. U mnie powstaje kolejna nowa droga o szerokości (może) 350 cm na pas, dwa szerokie chodniki zero ścieżki dla rowerów. Pod kątem zatorów będzie gorzej niż jest, bo wysoki krawężnik uniemożliwi zjechanie na piaszczyste pobocze.

    Miejscowa policja nie reaguje na spokojną jazdę po chodniku co trochę ratuje sytuację, jednak można to było urządzić lepiej.

    A my będziemy szczuć się dalej i udowadniać czy rację ma kierowca czy rowerzysta.

    OdpowiedzUsuń
  16. rowery, skutery = koszmar na drodze... powinniście mieć osobne ścieżki, albo jeździć tylko po zamkniętych terenach (jak np. quady). Widząc takiego rowerzystę na środku pasa człowiek myśli tylko jak by go popchnąć, żeby przyspieszył... (w końcu może się przydać przedni zderzak) ;) ps. też jeżdżę na rowerze...ale wiedząc, co przeżywam jako kierowca samochodu w "starciu" z rowerami na ulicy - staram się jeździć po chodnikach..wiem, że to zabronione, ale wolę to niż wkurzać kilka, kilkanaście osób wleczących się za mną... autorze - zapewniam Cię, że jechanie bliżej krawężnika i pozwolenie na wyprzedzenie Ciebie przez auta jadące za Tobą jest o wiele bezpieczniejsze..bo gdy za długo jedziesz środkiem blokując drogę samochodom za Tobą - uwierz mi - gdy tylko nadarzy się okazja wyprzedzenia - Ci jadący z tyłu będą to chcieli zrobić jak najszybciej i tym samym mniej bezpiecznie..a może i przy okazji złośliwie (np wjeżdżając w kałuże)...

    OdpowiedzUsuń
  17. I właśnie tym postem pokazałeś esencję tego, co jest patologią polskiego ruchu drogowego:

    1. Wielu kierowcom wydaje się, że mają większe prawo do drogi
    2. Wielu kierowcom wydaje się, ze ich pośpiech jest ważniejszy niż pośpiech innych
    3. Nie wspominając już o tym, że niektórym kierowcom wydaje się, że ich pośpiech jest ważniejszy niż bezpieczeństwo, życie i zdrowie ludzi! A to już świadczy jednoznacznie o problemach z psychiką.


    Kończąc, niestety muszę Cię zasmucić: jeżdżę po mieście od wielu lat, tzn. od czasów, kiedy o jakiejkolwiek infrastrukturze czy tym bardziej kulturze jazdy (która w bólach, ale jednak się rodzi) można było jeszcze pomarzyć. Odkąd jeżdżę asertywnie i nie pozwalam na wyprzedzanie tam, gdzie jest to niebezpieczne, liczba "prawie-kolizji" z kierowcami spadła praktycznie do zera - i to jest dla mnie absolutnie jednoznaczny wskaźnik tego, że warto to robić. Owszem, zdarza mi się jeden czy drugi frustrat na mnie zatrąbi, ale akurat z tym mogę żyć - wolę to od zepchnięcia na krawężnik, barierki czy do rowu, bo akurat przepuściłem kogoś w miejscu, w którym wyprzedzanie absolutnie nie powinno mieć miejsca.


    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. jeszcze chyba nigdy nie przeczytałem wszystkich komentarzy pod postem ale tutaj to zrobiłem i powiem szczerze że zgadzam się z opinią że wszystko zależy od zwyczajnej uprzejmości na drodze, jeżdżę codziennie samochodem po ponad 100km i wiem jedno że pośpiech na drodze przy wyprzedzaniu niewiele daję a jak ktoś chce zrobić problem przy wyprzedzaniu to i tak zrobi, natomiast jeżdżąc rowerem po dużym mieście ciągle spotykam się z nachalnym wyprzedzaniem przed samymi światłami byle by być o 5m bliżej świateł a za chwile i tak stoi w korku a ja jadę rowerem.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja współczuję komuś, kto jeździ na rowerze i będzie musiał zrobić prawko... Jak pomyślę o drogach (w mieście) które mają pas 2,5 metra a nie 3,5, jak pomyślę że ktoś z tych rowerzystów wsiądzie do auta szerokiego na 180cm, jak pomyślę że z przeciwka nadjedzie mu autobus szeroki na 240cm, jak sobie policzę, że 1,8m+2,4m to już 4,2m i z jezdni zostało tylko 80 cm - to przecież ten rowerzysta w aucie nawet nie ruszy. Bo nawet jak autobus pojedzie po krawężniku na styk - to nasz rowerzysta NIE MA METRA ODSTĘPU - który mu się konstytucyjnie należy. Więc rowerzysta nie ruszy, tylko będzie czekał aż mu drogę poszerzą. I to jest właśnie problem rowerzystów. Im się metr z każdej strony należy. A samochód ma jechać 18 km/h z tyłu. Zasada "prawo - nawet srogie - obowiązuje" przestaje działać dopiero, jak trzeba po chodniku przejechać między ludźmi - wtedy jest krzyk, że trzy osoby idą koło siebie z prędkością 6km/h i biedny rowerzysta nie może przejechać. Taka tam - mentalność Kalego.

    OdpowiedzUsuń
  20. Oczywiście, bo przecież pośpiech kierowcy jest ważniejszy niż życie kogokolwiek innego. To logiczne, prawda?

    I niech mi nikt nie mówi, że winna śmierci na polskich drogach jest zła infrastruktura. Pierwsza i podstawowa przyczyna to właśnie głupota i całkowita bezmyślność, w szczególności w kwestii dbałości o bezpieczeństwo innych uczestników - bo inaczej takich postaw nie można nazwać.

    OdpowiedzUsuń
  21. Witam. Ostatnio miałem do pokonania ok 150m krętej brukowanej ulicy. Po środku pasa szyny tramwajowe, po których można bez drgań przebyć ten odcinek drogi. Jadę pomiędzy szynami z prędkością 20- 25km/h a tu nagle jak gościu w samochodzie za mną nie zacznie trąbić. Z dobre 30sek zanim mnie nie wyprzedził. Naprawdę miałem ochotę się zatrzymać i wsadzić mu ten klakson głęboko. Zero tolerancji.

    OdpowiedzUsuń
  22. 150 metrów, 20 km/h i 30 sekund? Coś mi się tu nie klei ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. :) Może to było 15 sek. Wiesz jak się jedzie rowerem i jakiś niesprawny umysłowo trąbi za tobą jak szaleniec to nie patrzysz na zegarek, tylko słyszysz natarczywe trąbienie.
    Wierz mi nie było to przyjemne doświadczenie. Trafił by na rowerzystę który by gwałtownie skręcił w prawo, wpadła by opona w szyny i by się gościu ździwił jakby miał rowerzyste na sumieniu. Czasami brak wyobraźni może doprowadzić do wypadku.

    OdpowiedzUsuń
  24. Jasne, tak sobie żartuję - chyba tyle nam zostaje w takich sytuacjach. Chociaż często mam wrażenie, że nawet nie o chamstwo tu chodzi, tylko o zwykłą nieświadomość - serio, podczas rozmów z kierowcami przy różnych okazjach (najczęściej nie na ulicy, wtedy emocje są zbyt silne, ale np. w gronie znajomych) staram się im uświadamiać np. liczby podane w notce powyżej - często nie mają świadomości, że rowerzysta nie robi nikomu na złość, albo sami przyznają, że nie jeżdżą na rowerze, bo... boją się kierowców.

    Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że tylko w taki sposób, podczas spokojnych rozmów, można coś ugrać. Jeszcze nie widziałem kierowcy (rowerzysty zresztą też!), który "tu i teraz", podczas kłótni na jezdni, cokolwiek by przyjął do wiadomości.


    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  25. Witam Państwa,

    Czy ktoś z Państwa jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, jak ma się możliwość wyprzedzania przez rowerzystów prawą stroną względem możliwości poruszania się całą szerokością pasa ruchu przez wyprzedzany pojazd oraz sygnalizowania manewru wyprzedzania? Odpowiedzi może być pewnie bez liku, ale chodzi mi tu o dwie kwestie: jeśli kieruję samochodem i omijam dziurę w jezdni, a nie zdaję sobie sprawy z wyprzedzania, dalej jadąc swoim pasem ruchu, to jeśli potrącę rowerzystę wyprzedzającego mnie z prawej (lub nawet z lewej strony po tym samym pasie), to czy popełniam wykroczenie? analogicznie - widząc w lusterku zamierzającego mnie wyprzedzić z lewej strony, po tym samym pasie ruchu, motocyklistę/rowerzystę, po spojrzeniu we wsteczne i prawe lusterko (nie widzę rowerzysty - czy to jest w martwej strefie, czy za ułamek sekundy wyłoni się z prawej strony przejeżdżając ze środka pasa na prawą stronę, za samochodem jadącym za mną - sytuacja niestety bardzo częsta w mieście) zjeżdżam do prawej krawędzi pasa ruchu (załóżmy, że jest to prawy, skrajny pas) - przepuszczam jednego i zahaczam drugiego - jak tu jest z wykroczeniem? W obu sytuacjach nie wykonuję manewru, zatem nie muszę się nawet upewniać o tym, co jest dookoła mnie - robię to, ale nie widzę rowerzysty. Sytuacji takich, jeżdżąc samochodem mam bez liku - spodziewając się narwanych, spieszących się lub po prostu głupich rowerzystów (lub motocyklistów) upewniam się co jest z prawej strony - lecz nie zawsze zdążę. Oczywiście ostatecznie sytuację takie rozstrzygałby sąd (mandatu nie przyjmę, jeśli faktycznie nie zauważę rowerzysty/motocyklisty), ale może znają już Państwo jakieś rozstrzygnięcia w takich sprawach?

    Dodam tylko, że jeżdżę zarówno samochodem, motocyklem, jak i rowerem (przyznaję, ostatnim najrzadziej - raczej rekreacyjnie) i sam staram się nie być pędzącym i wyprzedzającym "na chama" kierowcą (an pewno też nie minę nikogo stojącego w korku jadąc na motorze z prędkością 50 km/h lub większą). Na drodze nie lubię jedynie ludzi, którzy nie mając świadomości o niebezpieczeństwach, zarówno z perspektywy kierowcy, rowerzysty, motocyklisty, czy pieszego, siadają za kierownicę lub pakują się na jezdnię/ścieżkę rowerową, narażając mnie na życie ze świadomością, że komuś zrobiłem krzywdę.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  26. Witam na moim blogu!

    Padło tak naprawdę sporo pytań, a interpretacji może być bardzo wiele (wszak każda sytuacja jest inna), ale widzę to mniej więcej tak:

    - przede wszystkim nie jest prawdą, że unikając dziury, nie wykonujesz manewru; co prawda w PoRD wymienionych jest kilka najbardziej charakterystycznych manewrów, ale nigdzie nie jest napisane, że inne zmiany kierunku nie są manewrami

    - powyższe tak naprawdę nie ma wielkiego znaczenia z punktu widzenia orzekania winy - tak naprawdę to, czy coś było manewrem, czy nie, nie ma żadnego znaczenia :-) liczy się wyłącznie to, kto spowodował kolizję/wypadek

    - w kwestii wyprzedzania z prawej strony: art. 24. PoRD mówi: "Kierujący rowerem może wyprzedzać inne niż rower powoli jadące pojazdy z ich prawej strony.". Zwracam uwagę na słowa "powoli jadące", czyli np. dojeżdżające do sygnalizatora. W takiej sytuacji kierowca raczej nie wykonuje gwałtownych manewrów, bo ma mnóstwo czasu, aby łagodnym łukiem ominąć dziurę, więc rowerzysta raczej nagle na niego nie wpadnie. z kolei w sytuacji, kiedy ze względu na wyprzedzającego rowerzystę "odbicie" w prawo nie jest możliwe, zawsze można się po prostu błyskawicznie zatrzymać

    - niezależnie od tego, zawsze osoba wyprzedzająca ma obowiązek sprawdzić, czy warunki pozwalają na to, aby manewr wyprzedzania wykonać w sposób bezpieczny. Jednocześnie to osoba wyprzedzająca (a nie wyprzedzana) jest odpowiedzialna za zachowanie bezpiecznego odstępu oraz prędkości podczas wykonywania manewru, szczególnie jeżeli ma świadomość, że może znajdować się w martwym polu i nie zostać zauważona przez osobę wyprzedzaną

    - wyprzedzanie z lewej strony, szczególnie przy większej prędkości, to wg mnie zupełnie inna sytuacja; tutaj obowiązują takie same zasady jak przy wyprzedzaniu samochodu przez samochód: osoba wyprzedzana, zanim wykona jakikolwiek manewr (np. sama chce zmienić pas), ma obowiązek upewnić się, czy może to zrobić; jeżeli przy wykonywaniu manewru potrąci innego użytkownika drogi, w oczywisty sposób jest winna

    Praktyki sądowej niestety nie znam, choć śledzę większość liczących się serwisów poświęconych tematyce rowerowej. Może to sugerować, że spraw tego typu jest bardzo niewiele, bo przy małej prędkości ryzyko zdarzenia jest minimalne (z kolei przy dużej wina rowerzysty jest ewidentna, bo nie wolno wyprzedzać z prawej strony pojazdu jadącego szybko - czytaj: na tyle szybko, by nie była możliwa szybka i skuteczna reakcja).


    Zaznaczam, że nie mam monopolu na rację i może się okazać, że w zależności od sytuacji interpretacja przepisów może być różna - w grę wchodzi tyle zmiennych i tyle możliwości, że ciężko o jednoznaczną odpowiedź. Mimo to mam nadzieję, że choć trochę udało mi się pomóc.


    Pozdrawiam i dziękuję za komentarz!

    OdpowiedzUsuń
  27. Dziękuję za szybką odpowiedź - w zasadzie sprowadza się ona (w moim rozumieniu) do dwóch kwestii - co to jest jadący powoli pojazd oraz wina. Ponieważ każdy z "nas" ma inne postrzeganie wielu spraw, ważne jest orzecznictwo, skoro przepisy są w wielu miejscach "nieprecyzyjne". Z mojej perspektywy, jadący wolno pojazd to np. taki, który porusza się z prędkością do 20 km/h - czyli przy większej prędkości nie muszę się przejmować kwestią wykroczenia. Z drugiej strony, polemizowałbym z rozszerzającą interpretacją przepisów w kontekście "manewru" - oczywiście można by przyjąć, że każda zjechanie do prawej lub lewej krawędzi pasa ruchu to zmian kierunku jazdy lub manewr, lecz taki należałoby sygnalizować - co przy obecnym ruchu spowodowałoby "kakofonię" kierunkowskazów - z drugiej strony uczono mnie na kursie motocyklowym, że zjeżdżając motocyklem na prawą/lewą krawędź pasa ruchu powinienem to sygnalizować - na kategorii B nikt na coś takiego nie zwrócił uwagi.

    W kontekście winy konieczne jest dalsze ustalenie obowiązków uczestników ruchu, a zatem tego, czy ktoś wykonywał owe "manewry" i jakie był obowiązany wykonać czynności lub od jakich się powstrzymać. Dopiero wtedy wiemy, czy ktoś zachował się zgodnie z przepisami, czy nie. Oczywiście zdaję sobie sprawę z indywidualnego podejścia w każdej sprawie, lecz nie obraziłbym się za jakieś orzeczenie wskazujące ramy. Mamy coraz więcej jednośladów - fajnie gdyby mogli czuć się bezpiecznie jako pełnoprawni uczestnicy ruchu drogowego.

    W przypadku "wyskakującego" "z za pleców" rowerzysty - nie jest to niemożliwe - zawsze zostawiam odstęp od poprzedzającego pojazdu - w taką "wnękę" nie raz wcisnął mi się pędzący rowerzysta. Kiedy samochód przede mną i rowerzystą jedzie z prędkością 10 km/h, a rowerzysta z prędkością 25-30 km/h - sytuacja staje się prawdopodobna. Ponieważ widziałem taką sytuację na żywo, wiem, że kierowca miał szansę zobaczyć rowerzystę tylko wtedy, gdyby patrzył w prawe lusterko cały czas. na szczęście, chłopak (rowerzysta) zjechał ostatniej chwili na trawnik i pojechał dalej chodnikiem. Drugi raz widziałem coś takiego tylko kątem oka (zresztą w tym samym miejscu) - jadąc motorem. kierowca widząc mnie w lusterku zjechał do prawej krawędzi jezdni i niestety "zgarnął" rowerzystę - znów chłopak - wpadł na trawę i błoto - dość miękkie - było po deszczu.jechałem między samochodami, wyprzedzając lewą stroną prawego pasa ledwo jadące samochody w małym korku. Kilka aut z przodu podjechało szybciej do przodu i zatrzymywało się ponownie - zrobiła się luka. Ja cały czas jechałem lewą stroną prawego pasa. Za mną jechał zniecierpliwiony rowerzysta - kiedy tylko zrobiła się przestrzeń między samochodami, chłopak zjechał gwałtownie na prawą stronę pasa i zdążył wyprzedzić jeden samochód, bo drugi właśnie mi ustępował miejsca... Sytuacja zajęła może kilka sekund... Wiem zatem, że takie sytuacje mogą mieć miejsce. Stąd obawa. Pomijając konsternację wywołaną byciem motocyklistą wyprzedzonym przez rowerzystę :D byłbym wdzięczny za wrzucenie orzecznictwa w tego typu kwestii jeśli coś się pojawi.

    Życzę drogi na tyle szerokiej, aby wszyscy się na niej mieścili!

    OdpowiedzUsuń
  28. Hmm powiem szczerze nie czytam komentarzy pod artykułem bo zwyczajnie nie mam tyle czasu ale zostawie swoje 3 grosze w tym temacie.

    Jako kierowca wielokrotnie przeklinam rowerzystów, niejednokrotnie byłem w sytuacji gdy spieszyłem się do pracy, lub na uczelnie, czy też poprostu chcialem sprawnie dotrzeć do domu a przede mna jezdzili własnie rowerzyści ktorzy wydluzali moja podróż, czesto zlosliwie, tłumacząc się tym że mogą. Piszesz o tym że moim obowiązkiem jest zachowanie bezpiecznej odległości w trakcie wyprzedzania, aby nie spowodowac zagrożenia na drodze a także aby nie utrudniać nikomu innemu komunikacji. No cóż, dlaczego wobec tego tak nagminnie rowerzyści utrudniają ruch kierowca? Z tym nie ma nikt problemu, no bo przecież moga i to kierowca musi sie dostosować do rowerzysty czy ten akurat bedzie mial ochote zrobic mi troche miejsca zebym mogl go wyprzedzic. Nikogo nie zamierzam pouczac z przepisów ruchu drogowego bo zdaje sobie sprawe ze przynajmniej polowa z Was by mnie jakimś zagieła jednak odwołuje się do zdrowego rozsadku i wzajemnego zrozumienia na drodze.

    Chciałbym przytoczyć jeszcze dwie sytuacje:

    Jakiś czas temu przy moim domu została pociągnieta droga dla rowerów, okej fajnie, uważam ze takie inwestycje są bardzo potrzebne ale dlaczego wobec tego kiedy ja wyjezdzam samochodem z posesji, robie to bardzo ostrożnie i powoli za kazdym razem ponieważ juz 7 razy, jakiś rowerzysta miał centralnie w 4 literach to ze wyjezdzam z mojej posesji i przejechał mi centrymetry od bagażnika. Takie zachowania to jest plaga niestety i do kazdego rowerzysty ktory to czyta, prosze o zrozumienie w takich sytuacjach i zebyscie nie wymuszali przejazdu "bo jestes na drodze dla rowerów". Kiedyś traficie w takiej sytuacji na starsza kobiete która nie ma juz takiego refleksu i dojdzie do nieszczęscia, gdzie oczywiscie wszystkiemu winien bedzie kierowca...

    Druga kwestia która porusze dotyczy przepisów ruchu drogowego którego tak kurczowo się trzymacie i wiecznie do nich odwołujecie drodzy rowerzyści.
    Nie wiem który to przepis więc nie bede sie odwoływał na konkretne punkty prawne aczkolwiek już od podstawówki wbijane jest do głowy zeby przejezdzajać przez ulice, np na pasach, powinien zsiąść z roweru i go przeprowadzić. Powiem szczerze nie widziałem jeszcze takiego zjawiska i każdy radośnie sobie przejeżdza po pasach (przynajmniej Ci których widziałem, nie atakuje tutaj nikogo konkretnego), wobec tego jesli drogi rowerzysto łamiesz tak podstawowe przepisy, nie pouczaj kierowców...

    Jednocześnie chciałbym zaznaczyć że tym postem nie chce nikogo obrazić lub też prowokować do obrzucania się błotem. Post wyskoczył mi na facebooku i mimo iż nie kocham rowerów, postanowiłem się z Wami podzielić moimi przemyśleniami. Drodzy rowerzyści, Was także nie uważam za plage, jedynie jakieś określone poczynania do których sie posuwacie.

    Życzę wszystkim czytającym wiele dobrego i jak najwięcej kilometrów na rowerze jednak jesli moge pozostawić po sobie jakąś prośbę to naprawdę, okażcie troche zrozumienia tym którzy mają 4 kółka a oni w końcu zrozumieją Was

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  29. Moje 3 grosze. Jazda w sposób opisany w artykule jest ewidentnie blokowaniem drogi. A uniemożliwianie wyprzedzania kwalifikuje się na mandat. Jak jadę rowerem jadę jak najbliżej prawej krawędzi a w razie czego jak jest możliwość zjeżdżam na bok. Bo rower to zawalidroga i tego nie zmienimy. Ale to trzeba dopiero jeździć czymś większym niż osobówka żeby to widzieć. Jak się jedzie busem to naprawdę czasem jest problem.

    OdpowiedzUsuń
  30. Uniemożliwianie niebezpiecznego i niedozwolonego manewru nigdy nie kwalifikuje się na mandat i każdy sąd to potwierdzi. Prawo przewiduje coś takiego jak stan wyższej konieczności i w tym przypadku mamy dokładnie taką sytuację.

    Rozumiem, że zgodnie z Twoim poczuciem sprawiedliwości należałoby też ukarać człowieka, który odebrał kluczyki pijakowi próbującemu odpalić samochód?

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  31. Jestem kierowcą Poczty Polskiej, jeżdżę trasy busem, goni mnie czas bo muszę się zmieścić w widełkach czasowych jak 3/4 ludzi którzy pracują jako kierowcy czy to ciężarowi czy na busach, szału można dostać jak jadą właśnie tacy rowerzyści i blokują ruch... Nie zdziw się jak trafisz kiedyś na kierowcę który jakimś busem czy zestawem cię zepchnie z drogi za blokowanie ruchu bo nikt za tobą nie będzie jechał aż łaskawie dasz się wyprzedzić jak jeszcze jest dyspozytor na telefonie który pogania ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Ignorant z ciebie totalny... Większe zagrożenie sprawiasz jadąc 30km/h niż zjeżdżając na pobocze dając możliwość wyprzedzenia cie bez koniecznosci zmienia pasu. Zero wyobraźni z twojej strony. Jak masz ochotę se pojeździć na ulicy to zapraszam na tour de pologne

    OdpowiedzUsuń
  33. Czy to nie zabawne, że ignorantem nazywa mnie ktoś, kto sam nie zadał sobie odrobiny trudu, żeby przeczytać tekst ze zrozumieniem?

    Przecież piszę wyraźnie: "jestem gotowy (i nieraz to zrobiłem) zjechać na pobocze, aby przepuścić co najmniej kilka samochodów", więc z łaski swojej odpuść ten ton - jest nie tylko obraźliwy, ale i zwyczajnie śmieszny, biorąc pod uwagę treść wpisu.

    OdpowiedzUsuń